— Czemu pan tu siedzi?
— Czemu? — odparłem. — Bo mi się tak podoba!
— Obserwuję pana od pół godziny i pan tu siedzi przez ten cały czas.
— Mniej więcej! Czym jeszcze mogę służyć? — Wstałem rozgniewany i poszedłem dalej.
Dotarłszy do placu Targowego, obejrzałem się za siebie w ulicę.
— Bo mi się tak podoba! — powtórzyłem. — Cóż za głupia odpowiedź? Należało powiedzieć, żem wyczerpany, trzeba było kwilić, narzekać... Jesteś osłem i nie nauczysz się nigdy obłudy... Z wyczerpania, z głodu... trzeba było rżeć jak koń!
Pod strażnicą pożarną zatrzymał mnie nowy pomysł. Strzeliłem palcami, wybuchnąłem śmiechem, który zdumiał przechodniów, i powiedziałem:
— Musisz udać się do pastora Lewisona. Musisz to koniecznie zrobić. Tak, spróbuj. Cóż masz do stracenia? Taka śliczna pogoda!
Wszedłem do księgarni Paschy, znalazłem w skorowidzu adres pastora i ruszyłem w drogę. — Ano, niech będzie — rzekłem sobie — tylko bez dowcipów. Sumienie, powiadasz? Jesteś zbyt biedny, by mieć sumienie... głupstwo sumienie... Jesteś głodny, przychodzisz w sprawie ważnej, najważniejszej dla człowieka. Tylko musisz zebrać się w kupę i płakać jak się patrzy. Jeśli tak nie zrobisz, nie pójdę z tobą ani kroku dalej! Po wtóre, doznajesz pokus, walczysz nocami z potęgą ciemności, z wielkimi, straszliwymi potworami, łakniesz wina i mleka, a nic nie dostajesz. Do tego doszło. Wyszła ci ostatnia kropla oliwy w lampie, ale ufasz łasce bożej, nie zatraciłeś wiary! Załam ręce i przybierz taką minę, jakbyś z wielkiego zapału stał się szatanem. Dodaj, że o ile idzie o Mammona39, to nienawidzisz go z całej duszy, i to w każdej postaci... Inna rzecz, gdyby szło o śpiewnik za kilka koron na pamiątkę...
Na drzwiach pastora przeczytałem: „Godziny urzędowania od 12 do 16”.