— Czym mogę służyć? — spytał kupiec.

— Czy zastałem szefa? — rzekłem.

— Jest na wycieczce w Istunheimen... — odparł. — Czy sprawa osobista?

— Idzie tylko o kilka öre na jedzenie... — szepnąłem, próbując się uśmiechnąć — jestem głodny, a nie mam nic.

— Obaj jednakośmy bogaci... — rzekł, porządkując paczki przędzy.

— Ach, niech mnie pan nie odprawia z niczym! — zawołałem, czując zimny dreszcz. — Umieram niemal z głodu. Nie jadłem już od kilku dni.

Z całą powagą, nie mówiąc słowa, zaczął przewracać kieszenie, potem zaś spytał, czy nie wierzę.

— Idzie o pięć öre... — rzekłem. — Za kilka dni zwrócę dziesięć.

— Kochany panie, czy pan chce, bym okradł kasę? — spytał porywczo.

— Tak! — odrzekłem. — Niech pan weźmie pięć öre z kasy!