Oświadczyłem, że mam coś bezużytecznego, co mi jeno zawadza w domu... Może zechce kupić tych oto kilka guzików?...
— Jak to? Guziki? — spytał, spoglądając na moją dłoń.
— Kilka öre tylko... ile pan sam uzna... na ile oceni...
— Guziki? — zawołał, wlepiając we mnie zdumione oczy. — Guziki?...
— Idzie o cygaro czy coś podobnego. Przechodziłem właśnie tędy i zajrzałem....
Roześmiał się i wrócił do pulpitu, nie rzekłszy słowa. Stałem rozczarowany. Nie miałem co prawda wielkiej nadziei, a jednak sądziłem, że jakoś ocaleję. Ten śmiech był mi wyrokiem śmierci. Oczywiście, okulary też nie zdadzą się na nic... — pomyślałem.
Mimo to zdjąłem je i oświadczyłem, że daję je w dodatku...
— Idzie mi o dziesięć öre, a nawet pięć tylko... o pięć...
— Wie pan przecież, że za okulary nie mogę nic dać — rzekł lichwiarz — mówiłem to już panu dawniej.
— Potrzeba mi marki41 na wysłanie pilnego listu, którym42 już napisał — rzekłem głucho. — Idzie o markę listową za dziesięć czy nawet pięć öre... wedle pańskiego uznania.