— Chodźmy!

Zrobiłem kilka kroków, ale stanąłem przed stacją dorożek, uwolniłem ramię i rzekłem:

— Moja mała, wiedz, że nie posiadam grosza! — potem odwróciłem się, chcąc odejść.

Nie uwierzyła w pierwszej chwili, ale gdym przetrząsnął kieszenie, nic nie znajdując, rozgniewała się, potrząsnęła głową i nazwała mnie błaznem.

— Dobranoc! — powiedziałem.

— Zaczekaj no pan! — krzyknęła. — Czy pańskie okulary mają złotą oprawę?

— Nie!

— Idź więc do diabła!

Poszedłem.

Ale natychmiast dopędziła mnie i powiedziała: