— Tak. Stoi pani tak ot, dla fantazji noc w noc pod bramą stajni.
Odparła, że może w tym mieć coś, zresztą lubi kłaść się późno. Spytała, czy idę przed dwunastą do łóżka.
— Ja? Nie. Od dzieciństwa nie cierpiałem udawania się na spoczynek przed północą.
— Otóż widzi pan... ha... ha... Nie mając nic do roboty, odbywam wieczorami dłuższe przechadzki. Mieszkam przy placu św. Olafa...
— Ylajali! — zawołałem.
— Co pan mówi?
— Powiedziałem jeno... Ylajali... ale mniejsza... słucham.
Powiedziała, że mieszka dość samotnie przy placu św. Olafa wraz z matką, z którą trudno rozmawiać, gdyż jest głucha. Cóż tedy dziwnego, że czasem wychodzi sama?
— Nic a nic! — odparłem.
— A widzi pan! — rzekła, ja zaś wyczułem śmiech w jej głosie.