Spytałem, czy ma siostrę.
— Tak, starszą siostrę! Ale skąd pan to wie? Wyjechała właśnie do Hamburga.
— Właśnie?...
— Przed pięciu tygodniami. Skąd pan zna moją siostrę?
— Nie znam, pytałem tylko.
Zamilkliśmy. Przed nami szedł mężczyzna z trzewikami pod pachą, zresztą ulica, jak okiem sięgnąć, była pusta. Od Tivoli błyskały różnobarwne lampki. Śnieg padał, niebo było jasne.
— Czy panu nie zimno bez płaszcza? — spytała nagle, spoglądając na mnie.
Jakże jej miałem powiedzieć, czemu nie mam płaszcza? Szczere wyznanie niezawodnie spłoszyłoby ją zaraz.
Tak miło było iść koło niej i na chwilę bodaj nie rozpraszać złudzeń. Skłamałem przeto, rzekłem:
— Nie... wcale nie! — i zbaczając na inny temat spytałem, czy widziała menażerię w Tivoli.