— Siostrę? — spytała wielce zdziwiona, patrząc i czekając wyjaśnienia na serio.
— Tak — odparłem — siostrę, to znaczy młodszą z dwu dam idących przede mną.
— Młodszą! Aha! — zawołała, śmiejąc się jak dziecko. — Jakiś pan chytry! Powiedział pan to jeno po to, bym odsłoniła twarz. Rozumiem. Ale długo pan poczeka, nim się to stanie... za karę!
Zaczęliśmy się śmiać, żartować, paplać bez przestanku; nie wiedziałem, co mówię, byłem uszczęśliwiony. Powiedziała, że mnie raz widziała w teatrze dawno temu. Było nas trzech, a ja zachowywałem się jak szalony. Pewnie i wówczas byłem, niestety, pijany.
— Czemuż to pani tak sądzi?
— Śmiał się pan strasznie.
— Tak? O, wówczas często się śmiałem.
— A teraz już nie?
— I teraz. Świat taki cudny!
Doszliśmy do ulicy Karola Jana, a ona powiedziała: