— Nie wiem.
Pauza.
— Może by pani na chwilę bodaj odsunęła welon, bym wiedział, z kim rozmawiałem.
Znowu pauza.
— Spotka mnie pan tu, pod domem, we wtorek wieczorem! — powiedziała. — Zgoda?
— Naturalnie, najdroższa, jeśli tylko wolno!
— O ósmej!
— Dobrze!
Strzepnąłem śnieg z jej płaszcza, pogładziłem materię, byle jeno mieć pretekst do dotknięcia. Doznawałem rozkoszy, czując ją tak blisko.
— Niech pan nie myśli o mnie źle! — powiedziała ze śmiechem w głosie.