Dziewczyna potrząsnęła głową.
— Tu nie mieszka żaden Kierulf! — odparła.
Wytrzeszczyła oczy gotowa każdej chwili zatrzasnąć drzwi. Nie wysilała się na odnalezienie człowieka, o którego pytałem, chociaż miała taką minę, jakby go istotnie znała i mogła dać wyjaśnienie w razie pozbycia się wrodzonego lenistwa. Rozgniewany na głupią służącą obróciłem się plecami, zbiegłem po schodach i krzyknąłem:
— Nie zastałem go!...
— Nie? — zapytał woźnica.
— Nie! Musimy jechać na Tomtestraede 11!
Byłem strasznie wzburzony i zaraziłem tym dorożkarza, tak że uwierzył w ważność sprawy. Ruszył bez słowa, popędzając ostro konia.
— Jak się zwie ten pan? — spytał, obracając się na koźle.
— Kierulf, handlarz wełny, Kierulf.
Woźnica przyznał również, że omyłka odnośnie takiej osobistości jest wykluczona, i spytał, czy nosi jasny płaszcz.