I salamandra się rozrasta
kunsztownym, złotym dziwotworem,
płynie jak łódź poetycki bar
i osłupieni są poeci.
Za ręce biorąc się, nos tkając
w woń Legii54 albo w woń goździków,
wskazują dłońmi salamandrę:
— Czy to nie wasza rzecz, kolego?
— Ach, proszę pana, pan jest duże dziecko;
ja wcale nie wierzę w Rosję Sowiecką.