„To są jej piersi — myślę — a to «głazki»92,
a to brzuch tetrachordu93 godzien
i ten uśmiech tak płochliwy, tak kaukaski...”
Patrzę, patrzę, jakbym płynął po wodzie.
Głupstwo, głupstwo... jakaś świeczka, nowy papier,
jakiś dzwonek konwalii pod kałamarzem.
Przesunęło się światło korytarzem,
ot i gwiazda siedzi na kanapie.
Czasem okno otworzę. Noc tak modra.
— Wyfruń — mówię — odwiedź jaką światłosiostrę.