reparowali starą linię,
młotami tłukąc. Stal o stal.
Ach, nie wiem nawet, skąd ta głąb
kryje się w podłych alkoholach,
skąd te spirale, skąd te smugi?
Tak mnie ciągnęli robotnicy,
że jakby w transie, w tajemnicy
wyszedłem, tak jak stałem — w ziąb.
Z lampami w ręku, klęcząc ślicznie
jak ministranci mszy diabelskiej,