na ukos,
otwory w chmurach grożą tajemnicą,
straszne światełka z twarzy mojej szydzą,
stoję przy przystanku
już od poranku
z wielkim bukietem kwiatów.
Stara rogatka. Dworzec autobusowy.
Zachód słóńca: brzydko rozlany sos pomidorowy.
Wiatr się podnosi mokry, żabi,
zakręca końmi, dorożkami,