wiatr na sztachetach gra jak na harmonii,
rosną w ciemności uszy koni —
patrzę — nieruchomy,
słucham — niewidomy
z wielkim bukietem kwiatów.
Godziny kwaśne jak aspiryna...
— Przepraszam panią, która godzina?!
wrzeszczę. Pani umyka.
Może tu stoję już tysiąc godzin?
W powietrzu? Na ziemi? W ogniu? W wodzie?...