listy i noce samotne, i dni beznadziejnie długie,

ja troski wasze jak kwiatki splatam w szumiący bukiet

i składam na stopniach tronu mojego Pana — Jezusa.

Wtedy Pan Jezus powstaje, odkłada na chwilę berło

i każdej trosce najmniejszej nadaje tak śpiewne imię,

że jedna się staje rubinem, szmaragdem inna lub perłą,

a ta najcięższa, najkrwawsza wyrasta w drzewo olbrzymie.

Ja wiem, jak to wszystko boli, więc jestem do końca z wami

blaskiem nad waszą rozpaczą i śladem na śnieżnej bieli,

a jeszcze palmą i wieńcem dla tych, co zęby zacięli —