Pan Osiełek pogłaskał się po udach, potem rozejrzał się dyskretnie naokół i podniósł trąbkę.
— Jest pan zwolniony za kaucją.
Porfirion wyjął safianowy portfel, powąchał skórkę, uśmiechnął się i położył na stole pięćset fałszywych sestercyj; po czym wyszedł krokiem elastycznym, grając na helikonie.
*
Na ulicy Szarlatanów rozpłakał się pan Osiełek i poszedł utopić helikon w Studni Neptuna.
Pochylił się żałośnie nad ocembrowaniem, ucałował mosiężną trąbkę i cisnął. Chlupnęło, czarna woda zazłociła się cicho i umilkła.
Po czym pan Osiełek usiadł na zielonej ławce i — esteta głęboki — począł przyglądać się Studni.
Studnia tworzyła rodzaj basenu, w którym pluskały się Nerejdy32 marmurowe o różowych pępkach, tłustych policzkach i piersiach pełnych gęstej nabrzmiałości. Niektóre z nich spoczywały sennie na cielskach Delfinów, tryskających płynem srebrnym, inne wtulały wargi w usta Trytonów33. A wyżej, na konsze34 ogromnej siedziała para królewska: brodaty Neptun35 w złotej koronie, obłapiający Amfitrytę36. Pan Osiełek rozweselił się cokolwiek. Cieszył się, że Amfitryta rozchyla powoli uda szerokie i ciężkie, że Neptun ma przepisowy Trójząb i muskularną klatkę piersiową.
Podziwiał tedy w cichości parę bogów i rumaki morskie, rżące wyrzuconymi w górę mordami; i zdawało mu się, że zady koni morskich są szklane; bo nurzały się w wodzie zielonej i czystej.
Pan Osiełek — esteta głęboki i słodki — powstał z ławki i pochylając się nad ocembrowaniem, pomacał wskazującym palcem koniuszek piersi Nerejdy pewnej, po czym ucałował palce i oblizał. Miało to smak dobrego mazagranu37, zaprawnego doskonałym arakiem38, gdy go się pije w kawiarnianym ogródku pełnym kwitnących jabłoni i słońca.