— Proszę się nie tłumaczyć! Dlaczego pan uprawia miłość na ulicy?

— O, panie szefie, ona była tak piękna.

— Tak, tak, a czy pan nie wie, że w naszym państwie takie sceny są niedopuszczalne, czy pan zdaje sobie sprawę, jak to zabójczo wpływa na dzieci, na dziewice i na młodzież w wieku szkolnym.

— O, panie szefie, miłość moja była niewinną, jest niewinną i będzie niewinną!

W tej chwili jednak szef policji zeskoczył ze swego podium z taką siłą, że pióro wypadło mu zza ucha, osiadając stalówką w głowie sekretarza, który wyjął je, spróbował, czy dobrze pisze, i położył na kałamarzu.

Wprowadzono do sali tortur kobietę, partnerkę pana Osiełka. I właśnie ku tej niewieście rzucił się szef policji, wywijając rękoma i kołysząc łysą główką; przypadł do rąk i zaczął je całować nader namiętnie.

Była to jego prawna, niezaprzeczonej własności kochanka.

— O łotry! Jak mogliście aresztować tę damę, jak śmieliście uwięzić moją Filomelę31!

Wyprężyło się dwunastu policjantów i zbladło. Na mundurze sierżanta zachwiały się, zadzwoniły dwa guziki i upadły zawstydzone na podłogę. Sala tortur zamieniła się w piekło: grzmiał i wrzeszczał szef policji, całując na przemian dłonie kobiety i zalewając się krwią.

A ona, Filomela, ofiara, litości tkliwej godna, gołębica o piersiach anielskich, stała bezmowna i cicha.