Pan Osiełek lubił się ubierać powoli, pan Porfirion Osiełek był rozkosznikiem, jakby rzekł homileta52. Gotowalnię53 miał urządzoną higienicznie a z komfortem. Dębowa lustrzana szafa stała przy jednej ścianie i właśnie przed zwierciadłem delektował się sobą śliczny, nieoceniony pan Osiełek.
Kalesony włożył świeże, śnieżne, ufarbkowane z finezją, fałdujące jak toga patrycjusza54, związane z tyłu różową tasiemką.
Po chwili jednak, uśmiechając się do siebie, zdjął jedną nogawkę i zaczął się głaskać i szczypać w udo przeciągle i bezbożnie; po czym, patrząc na doskonałe uwłosienie goleni, oddał się marzeniom; ale niezadługo powrócił do rzeczywistości: dyskretnie uniósł koszulę i począł medytować nad wdziękiem swojej brodawki. Dziwna to była brodawka, a wielka i piękna jak jajo gołębie. Rosły na niej filuterne rude włoski, ukarbowane dobrą dłonią przyrody, wijące się niczym krzewy dziewicze i nader fantastyczne. Pan Osiełek dotknął palcem brodawki, potem ją ucałował i rozrzewnił się, bardzo, bardzo szczęśliwy. Następnie naciągnął nogawkę i pochyliwszy się, zawiązał tasiemkę na łydce.
„Trochę pudru nie zawadzi” — pomyślał pan Osiełek; ujął w pulchne palce puszek do pudru i upudrował sobie stopy, patrząc z rozrzewnieniem na duży palec.
— Mój maleńki, mój ty babyrussa55 — szepnął pod adresem dużego palca, poruszał nim chwileczkę i zdjął koszulę; ale zaraz naciągnął z powrotem, podszedł do okna i spuścił roletę. Teraz dopiero zaczął uprawiać orgię:
Nagi do pasa podskakiwał na palcach, głaskał piersi, brzuszek bialutki i kulisty, pudrował się pod pachami i śpiewał najsłodszym dyszkantem56. Potem zupełnie nagi wszedł do wanny z gorącą wodą i zasnął.
Po przebudzeniu głaskał się i pieścił pod wodą, nalewał sobie wody do pępka przez lejek emaliowany, pryskał, strzykał i klepał się w oba pośladki. Po godzinie wyszedł z wanny różowy, ociężały, senny i postanowił się ogolić. Ustawił fotel przed zwierciadłem, włożył robdyszan57 z pieściwej flaneli, na którym były wymalowane aniołki o policzkach tłustych, jakby pełnych wody, i począł rozrabiać mydło. Rozpuszczał je zawsze wodą gorącą, bo lubił, gdy w policzki robi się ciepło, rzewnie.
— Właściwe, gorące, wonne mydło, rozsmarowane na policzku daje taką samą przyjemność jak pocałunek — powiedział głośno pan Osiełek i zaczął się pędzlować. Nagle rzucił pędzel, podbiegł do wanny i jął58 szybko zmywać rozsmarowaną pianę. Pan Osiełek albowiem nie lubił nieprzyjemnych wspomnień, a mydło pachniało olibanem, zaspanym draniem Różdżką i jeszcze czymś, czego sobie nie mógł przypomnieć. Wyjął tedy z szuflady nowe mydełko, rozrobił, nasmarował policzki i pogrążył się w zadumę.
— Właściwie, mój Osiełek — mówił do swego refleksu59 w zwierciadle pan O. — jesteś człowiek szczęśliwy: fabryka idzie, a nieszczęścia spadłe na ciebie nie są tak znowu straszne.
I tu pan Osiełek zaczął się golić; golił się brzytwą, ponieważ do wszelkich innych metod czuł nieprzezwyciężony wstręt — zresztą był miłośnikiem tradycji.