— Gdzie „tam”? — zaśpiewał Porfirion Osiełek.

— A tam. — I Różdżka przerażonym palcem wskazał na drzwi wpółotwarte.

— Śmiszny jest pan człowiek i neurastenik11 w dodatku — dźwięknął Osiełek.

Teraz drzwi uchyliły się tak cicho, jakby je kot odemknął, i Myrmidon przyniósł w zębach helikon nr 4 i mydełko z zapachem olibanu.

— A co to jest? — spytał Osiełek.

— A helikon, jak pan widzi.

— Aaa — helikon, zaraz panu zapłacę.

Po zapłaceniu rachunku Porfirion Osiełek przykrył delikatnie głowę zielonym melonikiem i — otworzywszy drzwi kopnięciem — wyszedł na ulicę, podskakując.

Pan Różdżka zasnął, kot znowu dostał torsji.

Od składu instrumentów padał na chodnik bezkształtny, wilgotny cień.