Osiełek spogląda we wskazanym kierunku i widzi na obrazie drągala w czerwonym kapeluszu (niby ogrodnik), stojącego między doskonale zielonymi główkami kapusty. Słońce zachodzi.
— Śliczne, śliczne, jak żywe.
— Ale cóż się mogło stać z Pifcią?
Pani Heksenszus patrzy niespokojnie na zegar, wierci się na krześle, szarpie obrączkę na palcu, zdejmuje ją i znowu nakłada.
Osiełek na widok obrączki zamyka oczy.
Huzar śmierci:
— Pani słyszała, jak mego stryjka przejechali autem? Mówię pani: szast-prast, wnętrzności na wierzch. À la guerre comme à la guerre74.
Wulkan:
— Jak pan może, panie kapitanie, opowiadać takie rzeczy? Ja się znam na tym. Auto tak nigdy nie przejeżdża; to jest proces bardzo powolny: najpierw spłaszcza się brzuch, a jelita wyskakują po trzech dniach stolcem. Czytałem w książce.
Osiełek: