Epifania spuściła oczy, płonąc ogniem dziewiczego wstydu i przebierając palcami.
Nagle zatrzęsła się podłoga i wdowa runęła na łono córki.
— Pifcia, Pifcia, Pifcia!
W tych słowach było wszystko.
Gdy serce matki uspokoiło się cokolwiek, pani Heksenszus rzekła do panny Epifanii:
— Baw naszych kochanych gości, droga Pifciu.
Panowie zbliżali się ku dłoniom Epifanii i całowali kolejno. Kapitanowi odpadła ostroga.
— Oto śliczny pan Porfirion Osiełek, twój przyszły mąż — ciągnęła wdowa, wskazując na Osiełka, który z ramionami wzniesionymi w górę, wsparty wysoko na palcach nieruchomiał w ostatnim spondeju86.
— Ja tak kocham kwiaty — jękła87 Epifania, panna śmiertelna.
— Kwiaty ładna rzecz — odkomenderował kapitan, z gracją podnosząc ostrogę.