Wdowa była zachwycona.

Podano kawę w glinianej maszynce brązowego koloru i piperment. Na widok likieru Soft uśmiechnął się bardzo ostrożnie, aby nie zdradzić zadowolenia, Osiełek głasnął się po udach i — trawiąc w żołądku swoim sos chrzanowy, kaparowy, „sztukamięs”, koperek, selery, pory, pietruszkę, jedną marchewkę i czarodziejsko wypieczoną, tłustą pierś gęsią — doznał takiego zachwytu, jakoby zobaczył świetliste oczy Beatrice dantejskiej101. Pani Heksenszus rozlewała kawę do maleńkich filiżanek, zdobnych w ornamenty wykonane przy pomocy tzw. kalkomanii.

Osiełek pił kawę powoli, cichuteńko, nie słodził, jak przystało na prawdziwego znawcę, popijając piperment, od którego zieleniło się w mózgu jak w ogrodzie. Po piątym kieliszku likieru poczuł w sobie błogą senność i nieopisaną słodycz w kościach, a po szóstym zapragnął pokochać zezowatą Epifanię, która wydawała mu się coraz piękniejszą, coraz ponętniejszą w biodrach, coraz bardziej pociągająca; i dlatego pocałował ją w plecy.

To samo uczynił Wulkan z panią Heksenszus, który, jakkolwiek przekładający nad wszystko dziewice, pielęgnował w sercu swoim wrodzoną a niewytłumaczalną słabość do wdów.

Soft zapragnął uczynić podobną rozkosz pani Tundal, ile że nie ma niewiasty, która nie ceniłaby pocałunku w plecy albo co najmniej w tylną część szyi, ale zrobił to tak niezręcznie, że pani Tundal rzuciła się w krześle w tył z nerwowością właściwą wdowom, które nie zaznały mężczyzny — i zaślinione wargi sekretarza przylepiły się do poręczy krzesła.

Podniósł się teraz ogromny wrzask i do pokoju wkroczył Heksenszus zwany Siódmym, bratobójca, oświadczając, że Arkadiusz102 wsadził ekierkę w oko Apollodora103. Matka przyjęła wiadomość spokojnie, heroicznie i nie protestowała nawet, gdy bratobójca ozdobił głowę Softa tureckim fezem, w którym sekretarz policji wyglądał jak zepsuty muchomor.

Biło wpół do czwartej. Pili kawę.

— Jestem przekonana, że zjadł go soliter — rzekła nagle pani Heksenszus, oglądając piperment pod światło.

— Tak, tak, to prawdopodobne — potwierdził Osiełek, nie domyślając się zresztą, że mowa o czcigodnym nieboszczyku-małżonku.

— Gdybym się zgodziła na operację, byłby na pewno wyzdrowiał. Panie Osiełek, jestem kobietą nieszczęśliwą i pan pozostał mi tylko, i Pifcia; Pifciu, czy kochasz ślicznego pana Osiełka?