— Kocham go jak kwiaty — szepnęła Epifania cicho, głosem wilgotnym ze wzruszenia.

— Pobierzecie się za tydzień — oświadczyła uroczyście wdowa, patrząc tkliwym okiem na młodą parę. Osiełek, mimo wzrastający afekt104 do Epifanii, zbladł śmiertelnie.

Na wieść o zbliżającym się ślubie kapitan wyciągnął z kieszeni nową butelkę, wypił do dna bez użycia kieliszka i runął pod stół.

— Skończy jak Chryzostom — zauważyła matka bratobójcy.

— Więc pani ośmieliła się sfałszować metodę śmierci zacnego małżonka; okazuje się, że był alkoholikiem, a nie soliterystą.

— Panie Wulkan, mój Chryzostom umarł właśnie na solitera, wypraszam sobie podobne kalumnie105.

— Czy okna tego pokoju wychodzą na plac Kuglarzy? — spytał sekretarz policji.

— Dlaczego pan pyta o to, panie Soft? — zainteresował się Osiełek, ponieważ raptem przypomniał sobie tajemniczą kartkę w prawej kieszeni spodni.

— Tak sobie — objaśnił Soft.

— Co to znaczy „tak sobie”?