— Coś znaczy — odparł Soft i uśmiechając się dwuznacznie, wstał od stołu.
— Pan już nas opuszcza? — spytała wdowa.
— Tak, szanowna pani, ważne sprawy, nowe aresztowania, bardzo mi przykro.
Soft ucałował dłonie wdowy z godnością i kłaniając się towarzystwu, zniknął za drzwiami.
— To jakiś dziwny człowiek — zauważyła pani Tundal, niemniej wdowa.
— Fenomenalne nadzienie — odpowiedział pod stołem kapitan huzarów śmierci.
— Panie Osiełek, może likieru? — zaproponowała pani Heksenszus.
— O, z rozkoszą.
I Osiełek nalał sobie pipermentu do szklanki.
— Czy pan widział tego szatana, którego namalował mój Chryzostom?