— Nie, nie widziałem.
— Zaraz panu pokażę, śliczny, cały czerwony.
Osiełek wypił duszkiem szklankę likieru i skonstatował, że jest mu zupełnie dobrze.
— Porfirionie, przynieście szatana.
— Kiedy został wyniesiony do piwnicy.
— To przynieście z piwnicy.
Wybiło wpół do piątej. Dźwięk zegara przyprowadził Osiełka do przytomności. Wstał i kłoniąc postać swoją przed matką jedenaściorga:
— Pani wybaczy, droga pani Heksenszus, ważne sprawy...
— Mam nadzieję, że za kilka dni zobaczymy się. Epifania będzie tęsknić. Ale przecież miałam pokazać panu szatana.
— To już innym razem. Do widzenia paniom, do widzenia, panie Wulkan, do widzenia, najdroższa Epifanio.