Ostatnie słowa Osiełek wypowiedział z prawdziwym wzruszeniem i zataczając się leciutko, wyszedł.
*
Na placu Kuglarzy było ciemno i pusto. Właściciele kramów już się rozeszli do domów, na teatrze marionetek wisiała kartka z napisem: „Dzisiejsze przedstawienie Orfeusza106 w Piekle107 odwołane”.
Wtem zaturkotało w pobliżu: Jechał wózek pełen owoców, ciągniony przez osła, kiwającego uszami z rezygnacją, a obok wózka postępował staruszek z długą, siwą brodą, wsparty na trzcinowym bacie.
— Przepraszam pana, czy tu nie było nikogo? — spytał Osiełek uprzejmie nad wyraz.
— A pan kogo szuka?
— Właśnie nie wiem; o wpół do piątej powinien tu ktoś na mnie czekać.
— Ho, panie, cóż ja panu poradzę — rzekł staruszek głosem pełnym wewnętrznej świętości. — Niech pan się dowie „Pod Karpiem”.
— A gdzie to?
— A tam, niech pan spojrzy, gdzie buja się ta drewniana ryba... O, już zaczynają grać.