Na ścianach gospody widniały napisy w języku łacińskim, objaśniające zbawienne skutki pijaństwa i dziwne rozkosze ukryte w butelkach z winem. Na ścianie, obok której siedział człowiek w czerwonej koszuli, lśnił wymalowany srebrną farbą kielich, a pod nim napis w kształcie półkola, zaczynający się od słów: „ISTE SCYPHUS PRAECLARUS PLENUS DE BONO MERO”116.
Teraz otworzyły się drzwi i wszedł osobnik, wprawdzie bez niebieskich okularów, bez fantastycznego kapelusza i powłóczystego płaszcza, ale nie mniej nadzwyczajny: wzrostu sekretarza Softa, twarz miał zamaskowaną, na piersiach przyczepioną do guzika latarkę; zbliżył się do szynkwasu i — przechyliwszy się przez mosiężną barierę — szepnął coś na ucho gospodarzowi. Osiełek nie zauważył tego, ponieważ obserwował obrazki wymalowane na kubku; właśnie oglądał część naczynia, gdzie był przedstawiony Sąd Ostateczny z aniołami grającymi na trąbach, gdy uczuł na ramieniu czyjąś dłoń. Odwracając się, był przekonany, że ujrzy twarz zabandażowanego mordercy i rewolwer, ale oto stał przed nim człowiek zamaskowany, z latarką na piersiach.
— Jestem profesor Dante, rzeczywisty tajny radca117 — przedstawił się przybyły.
— Jestem, jak już wiadomo, śliczny pan Osiełek; czy pan w sprawie tajemniczej kartki?
— Tak, proszę pana, w sprawie tajemniczej kartki; pozwoli pan, że usiądę koło niego.
— Proszę łagodnie.
Gość z latarką usiadł i zawołał dyszkantem, znamionującym umyślne fałszowanie głosu:
— Panie Kalwus, pięć butelek mezzochianti, tego osiem sestercyj butelka.
Kalwus skłonił się, odsapnął, pomacał trzecią brodę i przyniósł pięć butelek.
— Pozwoli pan — zaczął tajny radca — że nie będę tłumaczył, w jaki sposób wyżej wspomniana kartka znalazła się w jego brązowych spodniach. Jestem człowiekiem olbrzymiej erudycji, znam astronomię (autor Boskiej Komedii jest moim pierwszym kuzynem) i właśnie w sprawie astronomii chciałbym się rozmówić z panem. Pan słyszał o Cassinim118?