— Lamp zodiakalnych?

— Panie Osiełek, nad tą sprawą myślałem siedem lat i wypracowałem zupełnie dokładną konstrukcję. Przy pomocy specjalnego mechanizmu można koncentrować owo światło w odpowiednich zbiornikach i po oczyszczeniu w skomplikowanym alembiku121 arabskim napełniać nim lampy.

— Mnie się wydaje, panie profesorze, że to będzie bardzo trudne.

— Ależ panie, zupełnie łatwe. Lampy robi się z brązu, ponieważ światło Cassiniego jest niesłychanie gwałtowne i przy użyciu innego materiału mogłoby spowodować wybuch.

— Więc to jest niebezpieczne!

— Rzeczywiście, ale z innych powodów. Z tego wynalazku zwierzam się panu, panie Osiełek, bo wiem, że pan jest człowiekiem uczciwym i godnym zaufania. Fabrykacja lamp zodiakalnych jest naprawdę bardzo niebezpieczna... widzi pan... policja jest na tropie... takich lamp wyrabiać nie wolno, a wie pan dlaczego?

Rzeczywisty tajny radca roześmiał się złośliwym, świdrującym śmiechem; błysnęły małe oczki jak owady świętojańskie przez wycięte otwory maski.

— Nie wiem, dlaczego.

— Otóż to, niech pan uważa: światło zodiakalne zabija.

Osiełek nalał sobie wina i wypił duszkiem; zdało mu się, że trąby aniołów na kubku zaczynają lśnić nieprzyjemnym, cierpkim blaskiem; przymrużył oczy.