— Światło zodiakalne, panie Porfirion (panu na imię Porfirion, nieprawdaż?), jest bardzo pięknym światłem. Ma dwie barwy, przelewające się jedna w drugą: złotą i zieloną, zieloną jak pański krawat.

— Jak mój krawat?

Osiełek poprawił krawat niespokojnie i pociągnął wina.

— Tak, tak, panie Porfirionie, to jest bardzo piękne światło i osobliwie dźwięczy, szczególnie wieczorem; posłyszy pan u mnie w laboratorium, tylko ostrożnie! Dam panu maskę bezpieczeństwa, o, taką jak ta. — Profesor wskazał na maskę malutką ręką w czarnej rękawiczce.

— Panie Dante, czyby pan nie mógł mi wyjaśnić, dlaczego właściwie pan w tej sprawie zwraca się do mnie?

— Otóż to, panie Osiełek, otóż to. Pan jest finansistą, a ja jestem ubogim wynalazcą. Na realizację mojego wynalazku potrzebne są ogromne fundusze, setki tysięcy prawdziwych sestercyj.

— Dlaczego pan mówi: prawdziwych?

— Hm, bo zdarzają się fałszerze monet, ludzie straszni.

— Czy pan nie jest przypadkiem agentem policji, panie Dante?

— Ależ skąd? Pogardzam policją; to są ludzie nikczemni.