— Już niedaleko. Musimy tylko minąć Synagogę.

Szli dalej. Osiełek zataczał się coraz wyraźniej, mrucząc coś pod nosem bez sensu.

— Czy pan się modli?

— Nie, profesorze, ja tylko tak sobie.

Na rogu jakiejś ulicy Osiełek przystanął gwałtownie i patrząc w oczy wynalazcy, zapytał:

— Panie Dante, czy pan na pewno nie jest agentem policji?

— Dziwne przypuszczenie, powiedziałem już panu, że nie mam nie wspólnego z policją.

(W powietrzu słodkim jak nieszpory126 szeleściły jakieś owady o skrzydłach ciężkich i lśniących).

— Widzi pan, panie Porfirionie, ten dom, nad którego bramą świeci latarnia z liczbą 27?

— Widzę.