— To jest właśnie mój dom.

Wchodzili po schodach wykrzywionych i skrzypiących. Brzęczała blacha latarki, strumień światła bijący z piersi profesora wyglądał jak sznur złoty, za który wciągano ich na górę. Na trzecim piętrze latarka zgasła.

— Nie mam zapałek, panie Dante.

— Drobnostka, ja też nie mam. Nie o to mi chodzi, śliczny panie Osiełek, nie o to, kochanie; pytam pana jeszcze raz: Czy pan zgadza się fabrykować lampy zodiakalne mimo zakazu ze strony policji?

— Tak, panie.

— Wobec tego aresztuję pana w imieniu prawa rzymskiego. Jestem Soft.

Osiełek drgnął, aż mu laska wypadła; i zjechał na dół po poręczy.

— Nie uciekaj! — pisnął prowokator. — Bo będę strzelał.

Ale Osiełek uciekał na oślep: uderzał głową o ściany, wpadał na poręcz schodową, dyszał i sapał i odbijał się piętami, aż dudniło.

— Trzymaj!