Na ulicy przystanął. Zachrobotało w bramie, zachrzęściło i błysnęła latarka Softa. Osiełek pochylił się i popędził; czuł za sobą blask latarki i piszczący, wściekły oddech sekretarza policji; pędząc, wymachiwał rękami; pięty niemal uderzały w pośladki.
— Zatrzymaj się, bo strzelę!
Rwali obaj coraz szybciej. Przepłynął ciężki, brunatny cień Synagogi, zalśniły oczy drzemiących lwów i zgasły. Czasem zdawało się Osiełkowi, że obok niego pędzi po ścianie cień, przypominający kształtem czworonoga o długich, smutnych uszach i ogonie zwiniętym w znak zapytania.
Minęli Więzienie Królewskie, Wieżę Lunatyków, zaułek Rzezimieszków, plac Świętych Młodzianków i dobiegli do Studni Neptuna.
Para marmurowych bóstw spała pokryta błękitną glazurą nocy.
Nagle Softowi zgasła latarka i gdy Osiełek skręcał w ulicę Szarlatanów, usłyszał straszne przekleństwo i łoskot: agent policyjny wpadł do Studni Neptuna.
Lecz mimo to Porfirion rwał naprzód, nie oglądając się poza siebie; przy pewnym domu podskoczył tak wysoko, że zawadził głową o latarnię nad bramą; latarnia spadła na chodnik i wypłynęła z niej świecąca liczba. Wreszcie ujrzał nad pewnym sklepem zawieszoną waltornię127. Był to sklep Bogumiła Różdżki. Osiełek pchnął drzwi nogą, aż zazgrzytały zawiasy, dźwięknęła zawieszona trąba. Wewnątrz było ciemno, zza lady dolatywało przeciągłe chrapanie, mruczał Myrmidon.
W pierwszej chwili Osiełek osłupiał. Jak to? Różdżka, sprzedawca instrumentów, żyje? Różdżka zamordowany „Pod Karpiem”?
— Panie Różdżka, hej, panie Różdżka!
— A co?