— W imieniu Jego Królewskiej Mości, prawa itd. aresztuję was za miłość na ulicy.

Natychmiast zajechało ciężarowe auto i niewinni zostali deportowani do więzienia.

Ze złośliwym zadowoleniem patrzył na to żebrak zwany Łagodnym, strosząc ciężkie, rude brwi.

*

I pana Porfiriona Osiełka, ślicznego pana Osiełka zamknięto w strasznym więzieniu.

Piszący te słowa, gdyby nie był człowiekiem na miarę Juliusza Cezara21, rozpłakałby się rzewnymi łzami, oblicza swego togą nie zasłaniając.

Uwięziono Osiełka razem z jego kulistym brzuszkiem, zielonym melonikiem i helikonem, który, jak wiadomo, spoczywał pod zielonym melonikiem, a na bujnych włosach ofiary miłości; partnerkę zamknięto w oddzielnej celi, w słusznej trwodze o moralność.

Wieczorem, jak zwykle, Osiełek, który był człowiekiem zasad, wyjął z kieszeni płaszcza egzemplarz Apokalipsy22 i pogrążył się w lekturze. Odmawiał pokarmu, trzymał się twardo — bohater.

O godzinie ósmej drzwi się otwarły i stanął w nich wsparty na mieczu strażnik, człowiek o czarnej brodzie i niedobrych oczach.

— Za mną! — wyrzekł strażnik; tylko te dwa słowa, ale każde z nich było jak cięcie miecza.