— Zapłacili mordercy.
*
Dopiero na ulicy zauważył Osiełek, że jest ubrany w cudzy, podarty płaszcz i na głowie zamiast zielonego melonika ma czarny kapelusz ozdobiony piórem kogucim. Osiełek szedł do swej fabryki. Ulicznicy wygwizdywali go, pokazując język. Musiał naprawdę wyglądać nędznie. Miał obszarpane nogawki spodni i zabłocone buty, język spieczony i sztywny jak drewno. Na rogu placu zatoczył się i omal nie upadł.
Zatrzymując się przed zwierciadłem jakiegoś balwierza142, zapłakał, albowiem nie mógł się poznać: Tak zmieniła go podłość ludzka: kogucie pióro chwiało się czerwoną kitą, czarny kapelusz zesuwał się pomiętymi skrzydłami na czoło, rude włoski sterczały na brodzie, jak przecinki pisane czerwonym atramentem. Laska — gdzie laska? Laska ze złotą gałką? Osiełek zaczął rozpaczliwie przebierać palcami prawej dłoni, jakby w nadziei, że uda mu się wyciągnąć z powietrza zgubioną laskę.
Na próżno.
W pobliżu fabryki zaczepił go osobnik udrapowany w niebieską pelerynę i złote okulary, o nosie czerwoniuchnym, pełnym fałszywej poczciwości; osobnik schwycił Osiełka za guzik płaszcza i pochylając się, szepnął pulchnymi wargami:
— Czy pan by nie kupił kielicha liturgicznego?
Osłupiały Osiełek cofnął się w tył.
— Co to znaczy liturgicznego?
— Takiego do celebrowania mszy świętej.