Osiełek uległ złudzeniu, że się wzrusza.
— Czemu szlochasz, melancholijna kreaturo?
Symbol ubóstwa rozwarł oczy jeszcze szerzej, mimiką twarzy oddając ból z wielką precyzją.
— Jam jest autor.
Osiełek opuścił lewą brew na znak współczucia, wspiął się na palcach, po czym podniósł laskę z fontaziem i cylinder, którym przykrył czaszkę gestem ambasadorskim.
— No to cóż z tego? Ja też mogę.
— Co rzekłeś, wszo centaura?
Obity człowiek zerwał się na krzywe nogi z godnym pochwały zamiarem uduszenia Osiełka; ale Osiełek cofnął się w tył błyskawicznie i stanął w pozycji zasadniczej; laska zaostrzyła się jak floret hiszpański.
— Na mój honor, jeszcze jedno słowo, a naszpikuję cię tą laską jak zezowatego zająca!
Ale tu człowiek o szelkach astralnych padł na kolana przed Osiełkiem i obejmując mu łydki błagalnie, począł tarzać łysą głowę w prochu ulicznym.