Zadzwonił ostrogami przed Epifanią i złożył w prezencie rewolwer; po czym usiadł na swoim miejscu i zażądał wódki.

Obok pani Tundal, gdzie dawniej siadywał Soft, zostawiono wedle tradycji miejsce okultystycznie190 puste.

Ze względu na wielką uroczystość ulokowano na stole portret czerwonego szatana wraz z portretem sekretarza Softa w ramach owiniętych krepą. Soft dusił się w sztywnym kołnierzyku, patrząc na świat oczami czerwonymi od łez.

— Pani Heksenszus, niech pani każe sprzątnąć „tego” Softa — zaproponowała pani Tundal, patrząc na portret nieufnie.

— Dlaczego sprzątnąć? Ja szanuję każdego nieboszczyka. Mój Chryzostom...

— Nie wierzę w nieboszczyków — oświadczył Wulkan i mrugając szybko, rozbujał klatkę z kanarkiem.

— Znowu pan zaczyna, panie Wulkan! O biedny, biedny Sardanapal.

W przyległym pokoju wyły Heksenszusy, tańcząc taniec wojenny nad trupem nowej ofiary. O biedny, biedny Apollodor.

— Panie Osiełek, może pan pozwoli amuretkę191 w cieście francuskim? — rzekła wdowa, sycząc jedwabiem trumiennym.

— Pozwolę truciznę — odparł Osiełek głosem niskim i błyskając rzędem szklanych guzików jak czarną szpadą, wsypał wielką dozę sody oczyszczonej do kieliszka Epifanii. — Giń, podła!