— Wujcio krzyczy na Tadzia, że Tadzio krzyczy, a ciocia krzyczy na wujcia, że krzyczy na Tadzia. Mogłaby babcia przyjść, aby trochę nakrzyczeć na ciocię, bo wujcio krzyczy, że nie może pisać, a właśnie pisze nową książkę.
— O czym znowu?
— O miłości! — krzyknęła z niebiańskim zachwytem Basia. — Nikt tak na całym świecie nie umie pisać o miłości jak wujcio Olszowski.
— A skąd ty, smarkulo, możesz wiedzieć o tym? — zdumiała się babcia.
— Ja? Babciu złota, przecież ja mam piętnaście lat!
— A ja mam osiemdziesiąt. Marcysiu! Ile ja mam lat właściwie?
— Czy ja wiem? — odpowiadała Marcysia, wzruszając ramionami. Chyba już ze sto...
— Przepadnij, ty mętna kreaturo! Mam osiemdziesiąt i długo je będę miała. Słyszysz? A o miłości niczego nie wiem.
— Wujcio mówił — śmiała się Basia — że pan Walicki w babci się kocha!
— Walicki? Czekaj! To możliwe... Wciąż przewraca oczami i tak wzdycha, jakby miał cierń w żołądku. Czasem tak na mnie patrzy, jak gdyby chciał poderżnąć mi gardło, a teraz dowiaduję się, że to z miłości.