Basia zaczęła kręcić głową.

— Tego też się nie da zrobić. One chcą z ręki do ręki, szczególnie ta, co powiedziała: „Po moim trupie!”. Wujaszku najdroższy! Czy one same mogą przyjść?

— Skaranie boskie! — zawołał pan Olszowski. — Niech przyjdą.

Ekipa, złożona z sześciu przyjaciółek Basi, stała najpierw przez pół godziny u drzwi. Serca tłukły się nieznośnie w całej grupce, tak że można było słyszeć ten stukot na schodach. Żadna nie chciała zadzwonić.

Sześć par długich i cienkich nóg drżało jak trzcina na wietrze. Wreszcie ta, co to „Po moim trupie!”, zamknęła oczy i z rozpaczliwą odwagą zadzwoniła.

Otworzyła Basia — blada i przejęta.

— Która będzie mówić? — zapytała cicho.

Cała ekipa pozbawiona została jednak ryczałtem227 mowy ludzkiej.

— Basieńko, mów ty! — błagało sześć rozdygotanych serc.

Weszły do gabinetu Olszowskiego jak gęsi, jedna za drugą. Zbiły się w gromadkę i dygnęły228, co im przyszło z wielką łatwością, gdyż nogi uginały się same. Sześć par oczu spojrzało z lękiem i ujrzało łagodny, rozbawiony uśmiech znakomitego pisarza.