Profesor Somer wyjął łagodnie zdjęcie z jej rąk.
— Nie trzeba... Maleńka, nie trzeba... Raczej uśmiechnij się do niego.
Jasna twarz ojca zapadła w oczy Basi i utrwaliła się w nich jak na płycie fotograficznej.
Modliła się tego wieczoru:
— Spraw, Boże jedyny, aby mu nie było zimno w tej przepaści... Niech go omijają wody i nie budzą go ze snu... Niech omijają go głazy lecące z urwiska... Niech ma grób spokojny na dalekiej, strasznej, obcej ziemi... Miej litość dla mojego biednego ojca, Boże Ojcze!
Do państwa Olszowskich powiedziała:
— Ja wiem wszystko!
Schowała atlasy i mapy, gdyż po ekwadorskim płaskowyżu mogła wędrować z zamkniętymi oczami.
Czekał ją jeszcze jeden obowiązek, bardzo pilny: odwiedzenia grobu matki i wizyta u pani Natalii Budziszowej, jej pierwszej opiekunki.
Obydwie długo klęczały przy grobie, starannie utrzymanym i ukwieconym.