— Wujaszku złoty! — mówiła dziewczyna drżącym głosem. — Wszystko będzie dobrze... Wszyscy się modlą za twoje zdrowie. I babcia, i ciocia... I Marcysia się modli i płacze...

— Nareszcie zupa będzie posolona, jeśli łzy do niej leje... Dobrze, że przyszłaś... Teraz, Basiu, spokojnie umrę... Bardzo na ciebie czekałem... Szot, nie podsłuchuj... Chcę jej coś powiedzieć...

Przyjaciel usunął się na palcach w stronę okna i patrzył na ogród. Basia usiadła przy łóżku.

— Pochyl się nade mną... Tak!... Nie mogę mówić... A chciałbym ci powiedzieć, drogie dziecko... Że cię bardzo... Bardzo kocham... Nie mam na świecie nikogo... Wszyscy odeszli... Sam jak palec... Nikt nigdy... Nie przytulił twarzy do mojej twarzy... Tylko ty... Pamiętasz? Na dworcu... Przed dziesięcioma laty...

— Pamiętam...

— Nigdy tego nie zapomniałem... Pan Bóg cię zesłał... Bo mi było w sercu strasznie ciemno... A ja mam serce... To wygląda na kłamstwo, ale mam...

— Ja wiem o tym!

— To dobrze... Pamiętaj o mnie, dziecinko... Choćby niedługo, ale pamiętaj... To tak strasznie smutno pomyśleć, że nikt nigdy nie wspomni.

Basia zaczęła mówić szybko, gorącym szeptem, że nie tylko ona, lecz że kochają go wszyscy i nigdy, przenigdy o nim nie zapomni, ale niepotrzebnie o to prosi, bo wyzdrowieje.

Herod przymknął oczy i słuchał chciwie.