— Przecież babcia czyta listy Basi! — wołał Olszowski. — Jej ojciec powraca do życia. To dzielna dziewczyna, cudowna dziewczyna! Czegóż babcia chce ode mnie? Basia się uparła...
— Basię trzeba było położyć na kolanie i okrężną drogą wybić jej upór z głowy. Ja bym tak zrobiła! Ale ja, dzięki Bogu, nie piszę książek, więc posiadam jeszcze odrobinę rozsądku.
Słuchała z chmurną twarzą opowiadania Olszowskiego o dziwnej i tajemniczej tragedii Bzowskiego. Pani Olszowska miała oczy pełne łez. Jej mąż musiał powtórzyć tę opowieść, gdy odwiedził ich profesor Somer, niespokojny o los swojego ucznia. Uprzejmie zaproszono i panią Tańską, która rada368 poznawała nowych ludzi. Babcia jednak, dowiedziawszy się, kim jest sławny gość, niespodziewanie stanęła okoniem369.
— Nie mam zamiaru — rzekła — poznawać człowieka, który udaje, że umie obliczyć wiek Ziemi i gada przy tym głupstwa. Ziemia ma tyle lat, ile ich ma żydowski kalendarz. Kto jak kto, ale Żydzi umieją rachować! A ten wyjeżdża z milionami... Gotów powiedzieć, że i ja mam ze sto tysięcy. Bawcie się z nim sami! Ja sobie zjem obiad z moim Szotem, który niezadługo i mnie pożre, bo ten drab ma chyba z siedem żołądków.
Depesza od Basi przyprawiła panią Tańską o lekkie pomieszanie zmysłów. Zacna kobiecina nie mogła sobie znaleźć miejsca. Krążyła dziesięć razy dziennie między swoim domem i mieszkaniem Olszowskich, rozgdakana370 i niecierpliwa. Wydawała najdziwaczniejsze polecenia i wtrącała się we wszystkie sprawy. Wracała do domu, gdzie spływało na nią jakieś wielkie natchnienie, czym prędzej więc biegła do Olszowskich, aby oznajmić zdumionym ludziom, co jej podszepnął duch ognisty.
— Muszą zamieszkać u mnie! — krzyknęła z energią, jak gdyby z góry chciała stłamsić wszelkie protesty.
— Któż ma zamieszkać u babci?
— Szach371 perski ze swoją ciotką! Któż, jeśli nie Basia z ojcem?
Pan Olszowski spojrzał na starowinę z rozrzewnieniem.
— Babcia jest strasznie dobra!