— Taka jestem dobra, że gdyby mnie kto przyłożył do rany, to by się wściekł. Co to za dobroć? Mam obszerne mieszkanie czy go nie mam? Mam! Trzy pokoje im odstąpię, a sama zabarykaduję się372 w czwartym.

— Dlaczego ta barykada373?

— Jak to dlaczego? A skąd wiesz, czy taki, co jest na pół Indianinem, nie zechce przypalić starej baby na wolnym ogniu! Czy to gwałtowny człowiek?

— Łagodny jak dziecko.

— Walicki też był łagodny jak dziecko, a na mój widok zgrzytał zębami. Wszystko jedno zresztą! Zamieszkają u mnie, oczywiście nie za darmo... Taka głupia nie jestem! Ze skóry Basi nie obedrę, ale dziesięć złotych miesięcznie musi zapłacić za trzy pokoje.

— To całkiem przyzwoita cena! — śmiał się Olszowski.

Pani Tańska, straszliwy łupiskórca374, znalazła sobie nowe zajęcie i oddała mu się całą duszą. Urządziła w swoim mieszkaniu walne trzęsienie ziemi, wywracając wszystkie graty do góry nogami. Przy okazji znalazł się konterfekt375 jej trzeciego nieboszczyka męża, tkwiący od wielu lat za szafą.

— Kto to może być taki? — pytała babcia. — Jakaś znajoma gęba. Aha! To trzeci... Powiedział, że językiem mogłabym poruszać wielki młyn. Marcysiu! Na strych tego pana! Twarzą do ściany!

Po kilku dniach mieszkanie było przygotowane, natomiast miły Szot, który musiał wieszać firanki i dźwigać ciężkie meble, położył się do łóżka całkowicie połamany.

Wreszcie Olszowski oznajmił z przejęciem: