— To bardzo miły człowiek! — krzyknęła babcia, ocierając łzy. — Ładnie się wita.
I nie namyślając się długo, pogładziła go po obu policzkach.
— Takiej córki jak pan — rzekła potężnie — nie ma nikt inny na świecie.
— Rozumiem... Tak jest... — odrzekł Bzowski.
— Ale teraz ona odpocznie, a ja się panem zajmę!
Bzowski spoglądał na nią bacznie, po chwili zaś zwrócił oczy w stronę Basi, która uśmiechnęła się. Wskazując jednym palcem panią Tańską, a drugim ojca, powiedziała dobitnie:
— Babcia kocha ojczulka.
— Mądra dziewczyna! — zawołała pani Tańska rozczulona. — Po mnie to ma! Czemu się pan śmieje, panie Olszowski?
— Bo mi wesoło — odrzekł ten zuchwale.
Pani Tańska dokładnie spełniła przyrzeczenie. Basia mogła wreszcie odpocząć, bo ojciec dostał się w dobre ręce. Staruszka zajęła się nim jak własnym synem. Objaśniona przez Basię co do najdrobniejszych szczegółów prymitywnej egzystencji377 Bzowskiego, ulepszyła jedynie cierpliwą metodę wzbogacenia jego życia. Wybornym pomysłem był rozkaz dzienny wydany Szotowi — aktor brał każdego popołudnia książkę i wyraźnie, jasno czytał ją na głos. Bzowski przysłuchiwał się tej lekturze378 z wyraźną przyjemnością. Po nieznacznym ruchu warg można było poznać, że niesłyszalnym szeptem powtarza skrzydlate słowa.