Szot czytał Pana Tadeusza379 — ślicznie, z głębokim wzruszeniem. Po niejakim czasie Bzowski przymknął oczy i zastygł nieruchomo. Aktor, myśląc, że ojciec Basi usnął, ściszył głos, a wreszcie przerwał. W tej samej chwili nieszczęśliwy człowiek otworzył oczy i spojrzał na niego błagalnym wzrokiem.

Pani Tańska promieniała.

— Pan dobrze czyta, panie Szot! — rzekła z uznaniem. — Gdy panu w gardle zaschnie, może pan wypić kieliszek wina, ale tylko jeden. Niech pan nie próbuje żadnego szachrajstwa, bo zaznaczyłam paznokciem na etykiecie380 i wiem, ile jest w butelce.

Czasem jednak ogarniał babkę niepokój. Bzowski witał ją zawsze uśmiechem, niekiedy jednak wpatrywał się w nią z dziwacznym uporem. Jednego razu zbliżył się nieśmiało i ku największemu zdumieniu pani Tańskiej zaczął szybkimi ruchami palców dotykać jej głowy, jak gdyby chciał dokładnie poznać jej rozmiary.

— Co to miało znaczyć? — spytała Basię.

— Nie wiem, nie wiem — odrzekła dziewczyna zatroskana.

Było to tym dziwniejsze, że Bzowski powtórzył te pomiary kilkakrotnie. Po każdym takim zabiegu zamyślał się i tarł ręką czoło.

— Kto stracił własną głowę, ten szuka cudzej — szepnęła pani Tańska do siebie. — Ot, biedaczysko!

Polubiła go jednak bardzo. Basię odkarmiała zawzięcie i zapędzała na spoczynek.

— Zrobiłaś więcej, niż mogłaś. Odpocznij, drogie dziecko, odpocznij, a ja sobie porozmawiam z twoim ojcem.