Gadała całymi godzinami, zdoławszy opowiedzieć cierpliwemu człowiekowi jedynie kilka epizodów381 ze swego życia. On słuchał, wpatrzony w jej usta, siedząc bez ruchu.

— Rozmawiałam z nim wczoraj przez cztery bite godziny — rzekła pani Tańska do Olszowskiego. — Skoro to wytrzymał, będzie zdrów. Ja go wyleczę!

— Tylko że to końska kuracja382 — odrzekł Olszowski, prędko odchodząc.

W Bzowskim nie było jednakże widać wyraźnej odmiany. Wyszedł z mroku, ale zatrzymał się na progu świadomości.

— Jakiś wstrząs wypchnie go za ten próg — mówili ludzie uczeni.

Nikt nie wiedział jednak, co może wstrząsnąć tą skamieniałą duszą. I nikt nie mógł się dowiedzieć, co w niej ostrym cierniem tkwi najgłębiej. Gdyby ten cierń wyrwać mocnym, niespodziewanym ruchem, nagły, dotkliwy ból może by obudził Bzowskiego.

— Och, gdyby żyła mamusia! — rzekła Basia.

Nazajutrz powiedziała do ojca:

— Tatusiu... Dzisiaj... Pójdziemy do profesora Somera. Rozumiesz? Profesor Somer...

— Tak... Rozumiem — odrzekł.