— Cóż się dzieje? Cieszy się!

— Można się cieszyć i cieszyć, ale nie aż do utraty zmysłów. Ja, gdy wychodziłam pierwszy raz za mąż, powinnam była skakać z radości, bo odbiłam narzeczonego jednej zezowatej pannicy, a na ślubie miałam twarz jak marmur. Basia lata jak opętana i każdemu rzuca się na szyję. Rozumiem, że to robi ze mną, można by ostatecznie zrozumieć, że czyni to z tobą, ale ona powtarza tę opera­cję384 z każdym, kogo napotka. Szota też wycałowała, ale temu bardzo się nie dziwię, bo to przystojny drab. Zarumienił się i uciekł, ale na obiad wrócił, zbereźnik385 jeden!

— Czegóż babcia chce od niej? Uratowała ojca...

— A właśnie! To był kiepski pomysł...

— Niechże babcia nie gada nonsensów! — śmiał się Olszowski.

— Panie Olszowski! — krzyknęła babcia. — Ja mam osiemdziesiąt lat i nonsensów nie gadam. Może bym gadała, gdybym czytała pańskie książki, ale Bóg mnie przed tym uchronił. Uratowała ojca? Ja twierdzę, że go doprowadziła do zguby. Tak długo był szczęśliwy, jak długo nie wiedział, co się dzieje na świecie. Śmiał się przynajmniej, a teraz będzie płakał. Nie rozumiał, co do niego mówią, i słuchał godzinami, a teraz ucieka, zaledwie słowo posłyszy! Czemu się śmiejesz? Co cię tak bawi?

— Nic, nic...

— Więc się nie śmiej z cudzej krzywdy! Miałam przynajmniej jakieś zajęcie, a teraz co? Co ja będę robiła? Muszę się zawsze kimś opiekować, bo nie mogę znieść tego, że ludzie tak głupio żyją, a ten Bzowski już szuka mieszkania. Naradzają się z Basią, a ja nie wiem nad czym, choć Marcysia podsłuchuje pod drzwiami, ale baba głucha już jest jak pień. A niechby sobie szukał, ale on zabierze Basię!

— Pewnie, że zabierze...

— Dobrze, dobrze, niech zabierze... Zgubi dziewczynę! Geografii będzie ją uczył; i on, i ten drugi pomylony, ten wasz profesor. Geografia jej potrzebna jak chłopu zegarek. Mąż jej się przyda, nie geografia. Z tym wszystkim co ja będę robiła?