— Kiedy gorące — odpowiedziała Basia.

— Nie grymaś... Prędko... Prędko!

Basia ujęła szklankę i chciała ją podnieść do ust. Wtedy stało się małe na pozór, lecz wielkie w rzeczywistości, nieszczęście: całą szklankę mleka wylała na kartkę zapisaną ołówkiem chemicznym39. Szklanka upadła na podłogę wagonu, a Basia w nagłej rozpaczy, chcąc zetrzeć mleko z sukienki, przejechała ręką po kartce, ścierając i pracowicie rozmazując litery. W pierwszej chwili nikt tego nie zauważył, jegomość bowiem wpadł w zadumę jak w czarną smołę, oba zaś damskie kapelusze zajęte były biadaniem i trajkotaniem na temat niezgrabnego gapiostwa dziewczynki.

— Ach, ty niezdaro! — krzyknęła jedna dama.

Ponieważ Basia przerażona była i nieszczęsnym wypadkiem, i ostrym krzykiem, uczyniła w zamieszaniu rzecz najstraszliwszą: przelazłszy szybko po ławce, przytuliła się nagłym ruchem do pożeracza dzieci, jak gdyby oddając się pod jego opiekę.

— Ma pani wdzięczność! — krzyknęła dama numer dwa.

Czarny jegomość — o dziwo! — wcale nie wybuchnął ani nie wyrzucił Basi przez otwarte okno, lecz zachichotał jak puszczyk albo mizerny szatan.

— To całkiem roztropne dziecko — rzekł zjadliwie.

Damy spojrzały ponuro, lecz zachowując rozprawę na najbliższą przyszłość, zajęły się teraźniejszością.

— Odjeżdżamy! — ogłosiła dama zielona. — Niech pani zapłaci za mleko... No i za szklankę.