— Dlaczego ja?

— Dlatego, że to był pani pomysł. Ja nie dawałabym dziecku gorącego mleka. Licho wie, co to za mleko.

— Najpewniej kozie! — zauważył kąśliwie Herod.

— Mogę zapłacić za mleko — gniewnym głosem oznajmiła czerwona. — Owszem, bardzo proszę. Stać mnie jeszcze, aby nakarmić sierotę, ale za szklankę niech pani zapłaci.

Cudowna zapowiadała się awantura, bo dama, zielona na kapeluszu, stała się zielona i na obliczu, całą jednak zabawę popsuł jadowity jegomość, który najmniej spodziewanie wpadł w wisielczy humor40 i zaczął się śmiać. Wprawdzie tych bulgotań, rżenia, pomruków i ryków w najniższej, jakiejś grobowej tonacji nie można było uważać za śmiech ludzki, obie damy, spostrzegłszy jednak, że impertynencki41 barbarzyńca czyni sobie z nich szatańskie igraszki, pogodziły się czym prędzej. Tak skłóceni Grecy zawierali przymierze, gdy nadciągali Persowie4243. Zapłaciły szybko po połowie i usiadły zdyszane.

— Wróć tutaj! — krzyknęła dama, która zapłaciła za mleko.

— Po co? — rzekła ta, która zapłaciła za szklankę. — Niech tam siedzi... Swój zawsze swego znajdzie...

Stropiona dotąd dziewczynka nagle zaśmiała się głośno, co obie panie przejęło zgrozą; żadna z nich nie dostrzegła, że człowiek-niedźwiedź trącił Basię nieznacznie łokciem w bok. Niewinne dziecko w błogiej nieświadomości zawarło pakt z czortem.

Był to czort przemyślny, którego złodziejskiemu spojrzeniu widocznie nic ujść nie mogło, nagle bowiem zaczął z wielkim zainteresowaniem przyglądać się tekturowej tabliczce, zawieszonej na piersiach dziewczynki. Tabliczka ta przedstawiała żałosny widok. Z wielu liter ocalały tylko niektóre, inne spłynęły we łzawych, czarnoniebieskich smugach. Aby odczytać treść tych słów, trzeba by być wielkim uczonym, który umie rozszyfrować egipskie hieroglify44. Na tabliczce pozostały zniekształcone nonsensy, cały zaś tekst, jako rozmazana plama, mieścił się na rękawie dziewczynki.

— To bardzo zabawne! — mruknął czarny charakter.