Damy spojrzały na siebie, aby oznajmić bez słów, że do pomieszania zmysłów — jako bezpłatny, nadprogramowy dodatek — należy gadanie z samym sobą.
— Co zabawne? Powiedz! — pisnęła Basia.
Upiór z pociągu nie zaszczycił jej jednak odpowiedzią, lecz zmrużywszy oczy, patrzył na obie damy. Przez dłuższy czas mieszał arszenik45 z żółcią, sokiem z cebuli i wieloma innymi żrącymi płynami. Uznawszy wreszcie, że trucizna gotowa, nalał ją w każde wymówione słowo.
— Szanowne panie — rzekł głucho, jakby mówił z trumny — obiecały zająć się tą pannicą?
Damy usiłowały nie odpowiadać, jednak wymowna46 natura nie mogła tego zdzierżyć.
— I cóż z tego? — zapytał kapelusz czerwony, wyraźnie lekceważąc gadającego diabła.
— Do Warszawy niedaleko — mruczał wilkołak. — Któż się nią zajmie na dworcu?
— A cóż to pana obchodzi? Skąd się pan zrobił nagle taki troskliwy?
— Przyjdą po nią! — powiedziała twardo dama zielona.
— Aha! Przyjdą... A jeżeli nie przyjdą?