Człowiek-koszmar milczał przez chwilę, a potem rzekł z nietajoną radością:
— Jeżeli nie przyjdą, będą szanowne panie miały ładny bal, powiadam! Cała rodzina będzie się mogła uśmiać... Ha, ha! Gratuluję szanownym paniom...
— Co to wszystko ma znaczyć? Może pan łaskawie objaśni?
— Ja nie jestem encyklopedia — zachichotał pomylony pasażer.
Istotnie, mało przypominał poważną encyklopedię, raczej książkę o diabłach i czarownicach.
Damy znowu spojrzały po sobie, jak gdyby jedna chciała zapytać drugą, o czym mówi ten dziki narwaniec — dlaczego ma być „ładny bal”? Ten złośliwy pawian albo wie o czymś, albo wymyślił głupią jakąś sztuczkę.
— Będzie przedstawienie! — krzyknął on nagle takim głosem, że Basia poczęła trząść się w napadzie niepowstrzymanej radości.
— To złe dziecko — szepnęła dama do damy. — Mam dość tej całej zabawy!
Ponieważ w tkliwym jej sercu zrodził się jakiś dziwny niepokój, druga dama zauważyła to bystrym spojrzeniem i zaraziła się nim jak odrą.
— Ten dzikus wplącze nas w jakąś awanturę, zobaczy pani. Żebym tak zdrowo dojechała do Warszawy!